Chciałoby się powiedzieć, że ilu nauczycieli tyle sposobów motywowania. Te wszystkie cudowne i kolorowe plusiki – minusiki, słoneczka – chmurki, pieczątki mają ponoć pokazać dziecku jego postępy. Dziecku trudno im się oprzeć, takie klarowne i oczywiste… i najczęściej  nieskuteczne.

W ostatnich czasach prym wiodą TABLICE MOTYWACYJNE, jako jedyne antidotum na złe zachowanie dziecka.  Hm, niestety motywacja zewnętrzna ma to do siebie, że zawsze z czasem będzie słabnąć. Nasuwa mi się tu takie skojarzenie. Te pieczątki, plusiki, słoneczka – dawane codziennie za rzeczy wręcz oczywiste (posprzątanie zabawek, zjedzenie surówki(!)) są trochę tak jak  z premią w pracy – jak dostajesz ją co miesiąc, to w końcu przestajesz ją traktować jak premię. Czy stwarzanie takich sytuacji już od przedszkola nie „przygotowuje” małego człowieka do obecnego w każdej sferze życia „wyścigu szczurów”?

Omówmy to na prostym przykładzie:

Nauczyciel prowadzi zajęcia z dziećmi. Zależy mu, aby przeprowadzić je w spokoju, aby dzieci przyswoiły wiedzę i jak najwięcej skorzystały. Te, które były spokojne, słuchały, udzielały odpowiedzi dostają uśmiechniętą buźkę. A jeśli wśród dzieci znajdą się takie, które uważają, że zasłużyły bo zgłaszały się i udzielały odpowiedzi ale na koniec pobiły się z kolegą (a tu powodów może być wiele…) – nagrody nie dostały. Mimo małego wybryku czują się oszukane, ich motywacja spada.

Niekiedy mały człowiek stara się ze wszystkich sił „być grzecznym” żeby dostać uśmiechniętą buźkę i co… nie dostaje – BO  JEST  ZBYT  MAŁY  BY  KONTROLOWAĆ WSZYSTKIE SWOJE IMPULSY.

Prawda jest taka, że dzieci nie zachowują się źle, kiedy są zaspokajane wszystkie ich potrzeby. W dużej grupie przedszkolnej jest to trudne, bowiem jak zaspokoić ogromną potrzebę ruchu 5-latków w sali,  kiedy  chce biegać 20cioro naraz? Oczekiwanie od dziecka, że będzie przez cały dzień panowało nad swoimi emocjami jest irracjonalne bo nie jest jeszcze do tego fizycznie i biologicznie gotowe.

Niektórzy uważają, że dobrze przygotowana tablica motywacyjna DZIAŁA. Nie jest jednak lekiem na całe zło. Nic nie zastąpi rozmowy, stworzenia dziecku bezpiecznej przestrzeni do opowiedzenia o swoich emocjach.

Maryla  Krzeszewska